Koniec tradycyjnych żarówek
Od 1 września br. wchodzi rozporządzenie Unii Europejskiej przewidujące stopniowe wycofywanie z rynku tradycyjnych, energochłonnych żarówek oraz halogenowych starego typu.Od teraz sklepy nie mogą już zamawiać żarówek mlecznych oraz czystych o mocy 100-watów. Mogą jednak wyprzedać posiadane zapasy.
Wciąż jednak są zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy rozporządzenia. Pierwsze świetlówki dawały mdłe światło, długo się nagrzewały, męczyły wzrok. Miały także wady estetyczne – były to albo ogromne kule, albo długie, zwinięte w kształt litery U rury szklane. W żyrandolach nie wyglądało to najładniej. Kilkanaście lat temu energooszczędne żarówki kosztowały 50 zł i rzeczywiście trzeba się było zastanowić czy ten wydatek – równy cenie około 100 kWh, jest opłacalny. Dziś kompaktową żarówkę można kupić za 7 zł, a markową, z pięcioletnią a nawet ośmioletnią gwarancją za około 25 zł. Argument kosztów inwestycji odpada więc, bo te ogromnie spadły. W związku z tym, ryzyko przepalenia żarówki przez zbyt częste włączanie również spada. Szczególnie jeśli kupimy świetlówkę z gwarancją i nie zgubimy paragonu, nie ma powodów do obaw.
Jakość światła współczesnych świetlówek również wyraźnie się poprawiła. Nie denerwują już powolnym rozjaśnianiem się przez pierwsze pięć minut od włączenia. W kwestii estetyki natomiast – wybór kształtów jest obecnie tak duży, że do każdego wnętrza znajdzie się odpowiedni model. Wada świetlówek energetycznych to szkodliwość dla środowiska zużytej żarówki. Dlatego nie wolno wyrzucać ich do kosza, a oddawać do specjalnych punktów odbioru (znajdują się m.in. w supermarketach budowlanych).
Unijne rozporządzenie przewiduje ponadto, że na opakowaniu sprzedawanych w UE żarówek musi być wskazana informacja nie tylko o tym, ile dana żarówka zużywa energii i jak długi jest żywot, ale też czy jest rekomendowana do pracy (światło zimne) czy wypoczynku (ciepłe).
----
oprac. AO

