Czar nadbużańskiego pogranicza
Oto opowieść o tym, jak zwykła trasa, przejazd z punktu A do punktu B zamieniło się w niezwykłą podróż przez otoczone kresową magią miejsce. 
Zaczęło się zwyczajnie. Z Bielska Białej musiałem przejechać do Lublina. Aby nie marnować czasu na jazdę głównymi szlakami, postanowiłem po drodze zobaczyć stary tatarski cmentarz w okolicy Terespola. Nic więcej. Zamiast zwykłej trasy wybrałem więc drogę na południe prowadzącą dokładnie wzdłuż rzeki Bug. Trasa wiedzie dokładnie z Białej Podlaskiej przez Terespol, Sławatycze, Włodawę, kończąc w Poleskim Parku Narodowym.
Ruszam więc z Białej Podlaskiej. Jeszcze nie wiem, że przede mną 100 km niezwykłych doznań.
Droga do Terespola to fragment trasy nr 2 wiodącej od zachodniej granicy aż do Terespola a dalej do Brześcia. Mały ruch, napisy po białorusku zapraszające kierowców tirów do ostatnich zakupów za złotówki oraz rzadka zabudowa lichych chałup przypominająca o nieprzyjaznych dla ich mieszkańców losach tych ziem. Droga jest nienaturalnie pusta. Niestety, na Białoruś jeździ z reguły tylko ten, kto naprawdę musi. Przed Terespolem, w Małaszewiczach Małych skręcam na Kobylany. Dojeżdżam do wsi i przy XIX wiecznej cerkwi pod wezwaniem MB Pokrowskiej Orędowniczki skręcam w lewo. Tuż za przejazdem kolejowym, przy stacji Kobylany należy znów zakręcić w lewo. Po prawej stronie mijam zabudowania wsi Zastawek. Ukryte w lesie, przy piaszczystej drodze chaty dają obraz tego, jak przed laty mogła wyglądać podróż przez ten region, krainę nieskończonych lasów i trudnych do przebrnięcia, zwłaszcza wiosną, traktów.
Po dojechaniu do wsi należy skręcić w lewo by po kilkuset metrach odnaleźć po prawej stronie mizar – stary tatarski cmentarz. Przekraczając jego bramę trafiam do prawdziwie baśniowego miejsca. Na wzgórzu, między drzewami stoi około 50 kamiennych nagrobków, z których najstarszy datuje się na 1704 r. i należy prawdopodobnie do płk. Samuela Murzy Koryckiego, Tatara, któremu ziemię w tych okolicach nadał Jan III Sobieski. Ostatni zmarły został tu pochowany przed I wojną światową. Na większości nagrobków czas zamazał inskrypcje. Na niektórych jednak odnaleźć można jeszcze arabskie i rosyjskie napisy oraz półksiężyce. Rozplanowanie grobów odzwierciedla układ, w jakim przebywają modlący się w meczecie muzułmanie.
Opuszczając mizar należy nawrócić i przy zabudowaniach wsi jechać prosto. Pusta asfaltowa droga wiedzie wśród pól i lasów. Gdzieniegdzie mijam wiejskie zabudowania. W Okczynie droga praktycznie styka się z granicą. Ogarnia mnie niezwykłe uczucie bliskości fascynujących, nieskończonych pustych przestrzeni, jakie rozpościerają się rzeką. Nieznana Białoruś a za nią już tylko bezkresna Rosja. Aż ciarki przechodzą po plecach. Chciałoby się skręcić, przejechać granicę, ustawić kompas na wschód i jechać, jechać, jechać…
W Okczynie natrafimy na kilkanaście oryginalnych, drewnianych i krytych słomą chat podlaskich.
Przemierzany region to niezwykły tygiel kultur, religii, światopoglądów. Tatarzy, Żydzi, katolicy i prawosławni, wszyscy oni tworzyli tu magiczną mieszankę, której owocem są pozostałe po nich zabytki. W Kodeniu, tuż przy wschodniej pierzei rynku natrafimy na powstały w pierwszej poł. XVII w. kościół pw. Św. Anny, zbudowanego w stylu tzw. renesansu lubelskiego. Jego fasada to efekt barokowej przebudowy, lecz wewnątrz znajdziemy prawdziwe perełki renesansowej sztukaterii. To, co jednak przyciąga to Kodenia tłumy pielgrzymów to obraz Madonny z Gwadelupy, czyli Matki Boskiej Kodeńskiej. Legenda mówi, iż namalował sam św. Augustyn. Inna, że obraz skradł z Rzymu polski magnat Mikołaj Sapieha…
Z Kodnia jadę do kolejnego niezwykłego miejsca na mojej trasie, być może najbardziej magicznego ze wszystkich spotkanych – monastyru w Jabłecznej. By do niego dotrzeć z głównej drogi należy skręcić w lewo tuż przy zabudowaniach dawnego PGRu. Do monastyru będą kierowały tablice informacyjne, nie sposób więc tam nie trafić.
Niezwykle malowniczy zespół cerkwi i zabudowań klasztornych pw. Św. Onufrego położony jest na nadbużańskich łąkach, kilkaset metrów od granicy. Białe zabudowania, mostki, cisza – to wszystko tworzy niezwykły klimat tego miejsca. Tuż przed klasztorem stoi ogromny dąb, a przy nim kapliczka z prawosławnym krzyżem. Do dębu przyczepionych jest dziesiątki wotywnych wizerunków świętych, medalików itd. Przypomina to przedchrześcijańskie miejsca kultu, gdy ludzie oddawali cześć przyrodzie a stare drzewa otaczane były szczególną czcią.
Ciekawostką jest fakt, iż jeszcze w pierwszej połowie XIX w., przed regulacją Bugu na tym odcinku klasztor stał po wschodniej stronie rzeki.
Wracamy na główną drogę (nr 816) i dalej kierujemy się na południe. Docieramy do Włodawy. Tu, jak nigdzie indziej widoczny jest tygiel kulturowy tych ziem. Wśród najciekawszych zabytków tego miasteczka znajdziemy barokowy kościół pw. Św. Ludwika z poł. XVIII w. zaprojektowany przez Pawła Fontanego, prawosławną cerkiew Narodzenia NMP oraz Wielką Synagogę, również projektu Fontanego. Tuż przy niej znajduje się tzw. Mała Synagoga oraz Bejt ha-midrasz, czyli synagoga z miejscem przeznaczonym do studiów talmudycznych. Wszystkie trzy obiekty zajmuje aktualnie Muzeum Pojezierza Łęczyńsko – Włodawskiego, ze stałą wystawą poświęconą historii i kulturze polskich i włodawskich Żydów.
We Włodawie odbijamy w prawo w kierunku Lublina na drogę nr 82. Mijamy Lasy Włodawskie by zakończyć naszą podróż w Kołaczach, gdzie po trudach wyprawy warto wstąpić na znakomite dania regionalnej kuchni serwowane w Karczmie Poleskiej. W menu znajdziemy dania polskie, ukraińskie, żydowskie oraz oczywiście poleskie.
Karczma położona jest tuż przy granicy z Poleskim Parkiem Narodowym. Park jest niezwykłym kompleksem jezior, bagnisk, moczarów, jest też ostatnim miejscem dawnego Polesia, które uratowało swój pierwotny charakter. W latach sześćdziesiątych przeprowadzano tu bowiem intensywną meliorację osuszając mokradła i niszcząc unikatową przyrodę. Przez Park przebiega Poleski Szlak Konny, szlaki rowerowe oraz piesze. Oczywiście nie brakuje tu również gospodarstw agroturystycznych. W Babsku i Łomnicy na turystów czekają również pola namiotowe.
Warto tu zatrzymać się na noc, najlepiej u gospodarzy, którzy wypożyczą rowery. Być może przemierzając w ciszy parkowe szlaki uda się spotkać królującego na tych bagniskach łosia lub pochylając się nad jednym z niezliczonych rozlewisk dojrzymy niezwykle rzadkiego już w Polsce żółwia błotnego?
Więcej w papierowym wydaniu magazynu "Agroturysta" - zamów prenumeratę

