Tam gdzie zaczyna się Unia Europejska…

Ciągnące się kilometrami lasy, malownicze jeziorka, „klimatyczne” wsie i miasteczka – tak w wielkim skrócie można by opisać miejsce, które w przekornej opinii mieszkających tu ludzi, jest początkiem Unii Europejskiej.
Choć zarówno z historycznego, jak i geograficznego punktu widzenia jest to tylko mit, walory, którymi dysponuje ten urokliwy „skrawek” Polski, mogłyby z powodzeniem „obronić” ową tezę.














Gmina Włodawa – bo o niej mowa – położona jest w środkowo-wschodniej części naszego kraju, przy granicy z Białorusią i Ukrainą. Jak większość terenów pogranicznych, także i tutaj bardzo wyraźne są ślady wielokulturowości, które obecnie odnajdziemy przede wszystkim w architekturze, kuchni i folklorze.

Najbardziej uderzające „zestawienie” świadczące o wyjątkowej historii tego regionu pojawia się przy okazji spaceru uliczkami Włodawy. W odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od siebie znajdują się tu doskonale zachowana synagoga, prawosławna cerkiew i kościół katolicki. Podobne wrażenie, choć przeżywane w zupełnie odmiennej scenerii, może budzić wizyta na trójstyku granic. Aby się tam dostać należy najpierw dotrzeć do Orchówka i stamtąd leśnym traktem wyruszyć w kierunku rzeki Bug. Przy odrobinie szczęścia można odnaleźć miejsce, w którym „nachodzą” na siebie granice 3 państw: Ukrainy, Białorusi i Polski.

Natura przede wszystkim

Kresy piękne z natury – to hasło promujące całą gminę Włodawa. Już po pierwszych, choć często odbywających się zaledwie zza szyby samochodu „oględzinach” terenu, można w stu procentach potwierdzić autentyczność owych słów. Prawdziwy szok czeka nas jednak dopiero, kiedy opuścimy swój środek transportu. Bliskość wciąż dzikiej przyrody i niezliczona liczba sposobów na jej odkrywanie, sprawia, że słowo „piękne” wydaje się stanowczo niewystarczające.
Pierwsze co ciśnie się na usta to: „Jak to możliwe?!”. Jak bowiem inaczej można nazwać spotkanie z żółwiem błotnym, który w Sobiborskim Parku Krajobrazowym, żyje i rozmnaża się zupełnie na wolności, bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka. To jedyna tego typu kolonia tych gadów w Polsce. Podobne, a może nawet i większe emocje budzą, choć już może dla bardziej zaawansowanych przyrodników, rzadko spotykane gatunki owadów czy roślin.
Kolejnym słowem, pojawiającym się często na ustach przyjeżdżających tu osób, jest:„Niesamowite!”. Ten właśnie wyraz zyskuje nowego i pełniejszego wymiaru szczególnie po doświadczeniu, którym jest spływ kajakowy jedną z największych rzek Europy – Bugiem. Na pierwszy rzut oka jej leniwy nurt, wydaje się być zapowiedzą „zwyczajnego” wiosłowania. Trafiają się jednak odcinki, na których trzeba się sporo „namachać”, by nie znaleźć się po białoruskiej stronie brzegu. W wielu miejscach Bug stanowi, bowiem naturalną granicę państwa, a jej ‘nieuważne” przekroczenie np. w czasie spływu, może grozić mandatem.
Podobne emocje mogą towarzyszyć także przejażdżce samochodem terenowym po zarośniętych, nadbużańskich ścieżkach. Tu także, często bardzo nieoczekiwanie, natknąć się można na czerwone słupki graniczne.
Gmina Włodawa, to raj dla ludzi lubiących kontakt z wodą, nie tylko ze wzglądu na atrakcje związane z Bugiem. To także kraina wielu stawów i jezior. I tu pojawia się kolejne słowo idealnie odwzorowujące klimat całego Polesia Lubelskiego w skład którego wchodzi Włodawa – „Sielanka”. Można się o tym szczególnie przekonać odpoczywając w okolicach jeziora Białego. W sezonie letnim ściągają tu tysiące turystów. Nic zresztą dziwnego, bowiem infrastruktura wypoczynkowa jest tu bardzo dobrze rozwinięta. Szczególnie cieszy, że wśród standardowych pensjonatów oferujących tu swoje usługi, pojawiają się też ośrodki adresowane do niepełnosprawnych turystów, którzy w pełni mogą w nich korzystać z uroków „wodnego” wypoczynku. W jednym z nich ciekawym pomysłem okazało się wybudowanie specjalnego pomostu i kładki, dzięki której osoby poruszające się na wózku mogą bez problemu podjechać do samego brzegu jeziora.

Krokodyla daj mi luby…

Bogactwo przyrodnicze i historyczna unikalność danego regionu nie zawsze jednak są w stanie zagwarantować turystyczny rozwój danego miejsca. Często trzeba sięgać po różne, nietuzinkowe pomysły. Tym, co rozbudziło turystyczny potencjał w gminie Włodawa, okazała się historia o krokodylu. Wszystko zaczęło się zupełnie przypadkowo, od opowieści pewnej kobiety, która jadąc samochodem ujrzała coś, co kształtem i wielkością mogło przypominać krokodyla. Sprawą szybko zainteresowały się media oraz miejscowi przyrodnicy. Choć ostatecznie okazało się, że żadnego krokodyla być tu nie mogło, lokalne władze postanowiły wykorzystać sławę, którą przyniósł im rzekomy gad. Dzięki temu, już od 11 lat w jeden z lipcowych weekendów odbywa się impreza, która każdego roku ściąga rzesze nowych turystów. I to się nazywa pomysł na biznes!

Tekst: Anna Walentek
Zdjęcia: Grzegorz Żeromiński